| CIRCLE II CIRCLE - Burden Of Truth (2006) |
| Redaktor: Jarosław Fila | |||
| 22.08.2006. | |||
6/10
Nie ma to jak iść za modą, wczuć się w klimat panujący obecnie w kręgach artystycznych i stworzyć coś po najmniejszej linii oporu. Oczywiście wytwórnia zadba o to, żeby sluchacz został zasypany jak największą ilością pozytywnych informacji na temat albumu. Fan zrobi swoje – zgłupieje do reszty, pójdzie za tłumem, nie powie złego słowa na muzyka, który stał się dobrą marką. Nagraliśmy album, ale nie mamy tekstów. O czym tym razem zaśpiewamy? Brak pomysłów? Przeróbmy nieco “Kod Leonarda DaVinci”, nie wspominajmy o tym Danowi Brownowi, żeby nas nie posądził o plagiat i miejmy nadzieję, że bezkrytyczny fan to łyknie. A my zarobimy trochę kasy i zaoszczędzimy trochę czasu, żeby zrobić jakis normalny album. Może tak było z nowym albumem Circle II Cirlcle, może nie...Nie zmienia to faktu, że dostaliśmy bardzo oczywisty i zachowawczy produkt. Trochę mi przykro, że muszę tak zjechać Zaka – faceta, którego szanuję, jego dokonania z Savatage uwielbiam i ogólnie rzecz biorąc nic do niego nie mam. Stevens i spółka zaserwowali nam nudnego, zimnego kotleta, którego nawet nie chciało im się odgrzać. Pomijając już kretyński rip-off założeń książki Dana Browna z nieco zmienioną fabułą (bohater dowiaduje się, że jest potomkiem Jezusa i Marii M...), to muzycznie ten album przedstawia się iście nieciekawie. Z jednej strony popłuczyny po Savatage, z drugiej strony mało strawna dawka muzyki pseudoprogresywnej, pretensjonalne teksty, momentami refreny wyrwane niczym z twórczości Nickelback...Co jest do cholery??? Przynajmniej wokalnie całość jest zrobiona perfekcyjnie. Zak nie zawodzi, pokazuje, że ma potencjał i po raz kolejny wykorzystuje go na full. Szkoda jednak, że muzyka nie jest na poziomie jego wokali. I że historia, którą nam zaserwował to syf wyższego rzędu...A miałem do tego albumu pozytywne nastawienie. Szkoda, że zmarnowano szansę na zrobienie solidnej płyty. Są tu dobre kawałki, są tu motywy, które zapadają w pamięć, ale całość idealnie wpasowuje się w nudny i przeeksploatowany nurt neoprogu. Rzygać się chce. Ten album mógł być lekiem na absencję Savatage na scenie. Zamykający album kawałek “Live As One” ma w sobie ten klimat, który niegdyś cechował “Magellana” Savy. I tu wychodzi cała prawda. Savatage to Jon Oliva. Słychać to idealnie na nowym solowym albumie Jona. Każdy dźwięk ocieka magią płyt Savatage. A Circle II Circle żegluje po oceanie przeciętności. Cóż, na pewno cała rzesza fanów da się nabrać i łyknie to jako wspaniałe dzieło. Ale cóż. Jednemu potrzeba do szczęścia domu z basenem, a inny cieszy się mieszkając w ziemiance...Jeszcze rzut okiem na skład. Nie...w składzie nie ma Dana Browna na basie ;) |
|||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

























Administrator




