| WROCŁAW, "STREFA W-Z", 27.10.2009: CLOSTERKELLER |
| Autor: Krasnal Adamu | |
| 30.10.2009. | |
|
Closterkeller wreszcie nagrał nowy album studyjny. Od wydania poprzedniego minęło sporo czasu - aż sześć lat, jednak zespół jest już zbyt znany, a przy tym pozostawał zbyt aktywny, by popaść w zapomnienie. Promująca ten długo oczekiwany materiał trasa "Abracadabra - Aurum Tour" musiała więc poruszyć i przyciągnąć wielu wytęsknionych wielbicieli polskiej ikony mrocznego rocka. Pierwszym przystankiem dla fana Closterkeller był sklep pewnej znanej sieci, w którym kilka godzin przed koncertem odbyło się spotkanie z zespołem. Wrocławskie korki sprawiły, że Anja Orthodox i "chłopcy" spóźnili się ponad pół godziny, jednak nikt tego zanadto przeżywał. Wychodząca z zapalenia oskrzeli, wciąż kaszląca wokalistka, którą chętnie zobaczyłbym wreszcie w jakichś "normalnych" ciuchach, mimo wszystko nie straciła nic ze swojej siły ducha i charakterystycznego poczucia humoru. Zgromadzonym, z których trzy czwarte stanowiła płeć piękna, opowiedziała m.in. o swoim stosunku do piractwa, studiu, w którym zespołowi bardzo dobrze się nagrywało materiał na nowy album, oraz o "Strefie W-Z", którą ceni ze względów organizacyjnych i technicznych. Tej ostatniej opinii nie podzielał chyba żaden z fanów, którzy narzekali na wszystko, począwszy od dwudziestominutowej obsuwy przy otwieraniu klubu. Mnie osobiście "Strefa W-Z" zaskoczyła tego wieczoru tylko jednym - pierwszy raz widziałem, żeby nie odgrodzono w niej sceny od widowni fosą. Złą organizację mogę natomiast zarzucić zespołowi. Podczas koncertu rozsyłano fanom bluetoothem materiały promocyjne - tapety na komórki i próbki nowego albumu w postaci plików mp3. Bardzo się ucieszyłem, gdy to ogłoszono. Pomysł świetny, niestety wykonanie marne. Nie słyszałem o takich, którzy rzeczywiście otrzymaliby muzykę, zaś telefony komórkowe wielu nie odebrały nic. Z tego, co wiem, było tak na większości koncertów na trasie. Podejrzewam też, że w klubie znaleźli tacy, którzy o tej akcji do dzisiaj nie wiedzą. Closterkeller narobił mi apetytu, a ostatecznie mogę go pochwalić najwyżej za dobre chęci. Support został zapowiedziany przez samą Anję. Złagodziła ona wstrząs, który musiał nastąpić, bowiem zaproszone przez Closterkeller do udziału w trasie The Chilloud stylistycznie bardziej przypomina Myslovitz. Mimo to trochę ponad czterdziestominutowy występ został odebrany całkiem nieźle. Publiczność trzymała się wprawdzie pięć metrów od sceny, jednak po żadnym z utworów (m.in. "Ego 2", "Ile bym dał" i "Pięć lat tragicznej miłości") nie zabrakło oklasków, a kilku osobników wyraźnie dobrze się bawiło. Warto też docenić przynajmniej gitarzystę, który potrafi zagrać ciekawą solówkę. Osobiście nie mam ochoty na więcej kontaktów z muzyką The Chilloud, jednak obiektywnie stwierdzam, że minus należy się tylko dźwiękowcowi - perkusja była trochę za głośno. Closterkeller rozpoczął występ od utworu nowego, choć znanego już od dłuższego czasu. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że rola "otwieracza" przypadła "Ogrodowi półcieni" dlatego, że zespół postanowił odegrać materiał z promowanego albumu w całości - bez wyjątków ani zmian w kolejności. Pierwsze osiemdziesiąt minut było więc całkowicie przewidywalne. Jedynym wyjątkiem był trzeci z kolei "Nocarz", podczas którego wprowadzono elementy przedstawienia. Muzycznie był to pierwszy bardziej metalowy akcent koncertu, jednak cała moc się rozmyła, gdy na scenę wbiegli i ustawili się po bokach Anji dwaj osobnicy przebrani za członków brygady antyterrorystycznej. Owszem, był to kolejny ciekawy pomysł, którym zespół zdołał mnie tego wieczoru zaskoczyć, tylko że niestety kiczowaty. Może gdyby panowie przebierańcy pewniej posługiwali się karabinami i mieli choć trochę zdecydowania w oczach, wywarliby na mnie poważniejsze wrażenie, jednak zamiast tego sprawili, że przez kilka minut chciało mi się śmiać. Biedacy tak naprawdę przez cały utwór nie mieli co ze sobą zrobić, i czekali na finał, w którym po kolei Anja, potem gitarzysta i basista, a wreszcie i oni przykucnęli (a może przyklękli - nie widziałem dokładnie) na scenie. O wiele przyjemniej obserwowało mi się samych muzyków w części instrumentalnej otwierającej trwającą godzinę drugą część występu - po odegraniu całego materiału z "Aurum", za kulisy udali się wszyscy oprócz wykonującego mroczny motyw klawiszowca. Szybko dołączył do niego gitarzysta, a następnie perkusista - obaj z solówkami. Po tych kilku emocjonujących minutach Closterkeller odegrał stare przeboje: "Maskę", "Królową", "Violette" z owacyjnie przyjętym wstępem, zaczynane trzy razy "Na krawędzi" i "Ktokolwiek widział". Na pierwszy bis wybrany został "Zegarmistrz światła", zaś na drugi - "Władza". W tym ostatnim oraz w "Violette" wokalistka z plecami ozdobionymi czarnymi skrzydełkami chętnie korzystała z pomocy widzów, bynajmniej nie z powodu kaszlu, bo mimo niego radziła sobie świetnie. Nie zawiedli, chociaż uparcie uważam, że wymarzonym utworem do śpiewania przez fanów jest "Czas komety", którego niestety tego wieczoru nie usłyszeliśmy. Ogólnie jednak publiczność (swoją drogą mniej liczna, niż się spodziewałem) bawiła się dobrze, zwłaszcza podczas drugiej części występu. Pierwsza była raczej "przestana", chociaż uważam, że część utworów z "Aurum" - wymienione już "Ogród półcieni" i "Nocarz", a także "12 dni", "Déjà vu", "Nie tylko gra" z chórkiem z playbacku, "Między piekłem a niebem", "Matka" i "Dwie połowy" - mają szansę wejść do repertuaru koncertowego Closterkeller na dłużej. Nie sądzę natomiast, żeby los taki spotkał "Królewnę z czekolady" z klawiszowcem - najbardziej ruchliwym i "rozbujanym" muzykiem tego wieczoru - grającym we fragmentach na gitarze. O tym jednak zadecyduje już sam zespół, który po takiej trasie na pewno wyciągnie odpowiednie wnioski. W ramach afterparty "zaliczyłem" jeszcze końcówkę występu projektu Saligia łączącego jazz z poezją i projekcjami multimedialnymi. W kilka minut wywarł na mnie większe wrażenie, niż Closterkeller przez ponad dwie godziny. Zdecydowanie nie był to jeden z najlepszych koncertów kapeli Anji Orthodox, jednak dobry i obowiązkowy dla każdego fana, bo ponownie tego materiału na żywo już się nie usłyszy.
|
| następny artykuł » |
|---|





























