partnerzy

 

reklama



 


prasa








    
Start arrow RELACJE arrow WROCŁAW, "STREFA W-Z", 30.09.2009: BEHEMOTH
WROCŁAW, "STREFA W-Z", 30.09.2009: BEHEMOTH
Autor: Krasnal Adamu   
30.10.2009.

"Nowa Evangelia 2009": Behemoth, Hermh, Azarath, Black River

Behemoth nie jest już wymieniane jednym tchem z Vader. Czasy się zmieniły. Nie chodzi mi nawet o to, że mówiło się, że z zespołem przyjedzie Doda. Wstrząsnęła mną dopiero informacja podana przez spikera pewnego wrocławskiego radia, według którego pod względem popularności za granicą Behemoth można porównać tylko z... Basią Trzetrzelewską. Skoro jeden z tych naszych dwóch najlepszych towarów eksportowych ruszył w trasę po Polsce, żaden patriota nie mógł przejść obok niej obojętnie.

Gdy dzień przed koncertem otrzymałem informację, że lepiej przyjść do klubu wcześnie, bo ma być 1200 osób, zrobiło to na mnie wrażenie. W liczbie tej podobno miał się znaleźć również przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami, który próbował odwołać imprezę, jednak po dotarciu pod scenę nie szukałem go w tłumie - wolałem skupić się na Black River. Powstała na gruzach Neolithic kapela wzbudziła zresztą spore zainteresowanie, chociaż oczywiście nie tylko ze względu na muzykę, o czym jasno świadczyły owacje, gdy muzycy wchodzili pojedynczo na scenę, oraz skandowane pseudonimy. Jak wyglądałaby popularność i odbiór Black River, gdyby nie obecność w składzie Daraya (do niedawna bębniącego w Vader) i Oriona (basisty Behemoth) - można się tylko domyślać. Obiektywnie, jeśli chodzi o prezentowanie się na scenie, wyżej należałoby ocenić znanego z Rootwater wokalistę Taffa, który niejednego fana uszczęśliwił, podtykając mu mikrofon pod usta. Odzianego w kapelusz Oriona również zapamiętam, ale głównie dzięki temu, że co kilka minut schodził ze sceny, jakby instrument mu nawalał. Mimo tych tajemniczych usterek bez problemu wykonano takie utowry, jak "Too Far Away", "Jumping Queenny Flash", "Night Lover", "Punky Blonde", "Black'n'Roll" oraz, na koniec, "Free Man", zaś pierwszy bodysurfer pojawił się naprawdę szybko.

Azarath widziałem wcześniej tylko raz, ale wiedziałem, że mogę liczyć na solidną dawkę brutalności. Jako pierwszy na scenie zainstalował się zakapturzony perkusista. Gdy po intrze - pieśni pochwalnej dla Szatana - zrzucił z siebie bluzę, zaimponował wymalowanym ciałem (jako jedyny w zespole), jednak odczułem rozczarowanie, że to nie Inferno. Sytuacja wydaje się paradoksalna. Poprzednim razem grali z Wizunem (swoją drogą również bardzo przeze mnie lubianym), bo Inferno był zajęty z Behemoth. Tym razem grali z Adamem Sierżęgą (do niedawna w Lost Soul) - pewnie też dlatego, że Inferno był zajęty z Behemoth. Azarath jednak radzi sobie z każdym bębniarzem. Wulgarny wokalista i żywo gestykulujący gitarzysta sprawnie zagrzewali nas do boju. Obaj również chętnie polewali publiczność wodą, przy czym nie wyglądali, jakby robili to z miłości. Wśród wykonanych utworów znalazły się m.in. "Invocation", "Azazel", "Sacrifice Of Blood", "Whip The Whore" i "For Satan My Blood". Zabawa była słabsza niż w przypadku Black River, ale tylko ze względu na charakter muzyki - mniej skoczny i niekomercyjny.

Jedyny występ Hermh, który widziałem wcześniej, zakończył się omdleniem basisty, czemu dopomogła "obalana" na scenie żołądkowa gorzka. Tym razem obyło się bez takich ekscesów. W sumie szkoda, bo zespół zaprezentował się zbyt grzecznie, wręcz nijako - bez energii, bez emocji. Najwięcej na scenie ruszał się chyba perkusista w słuchawkach, poprawiający między utworami źle przykręcone talerze. Tylko stojący przy statywie ozdobionym trzema splecionymi wężami wokalista Bart, który chyba przytył, dawał z siebie więcej, chociaż koleżeńskości - czyli zachwalania pozostałych występujących kapel - nigdy nie uważałem za atrakcyjny element koncertów. Na szczęście muzyka, m.in. "Lord Shall Be Revealed", "Hairesis", "I Bring You Fear", "Vampyronium" i "Hunger", okazała się wystarczająco dobra. O komponowaniu niezłych, blackmetalowych kawałków chłopaki to i owo wiedzą, ale do pierwszej ligi i tak się nie przebiją. Nie ma się co dziwić, że do wykorzystania dostali - podobnie jak poprzedzające ich kapele - zaledwie pół godziny.

Gdy Behemoth spóźniał się na zaplanowane na kilka godzin przed koncertem spotkanie z fanami, ci żartowali, że muzycy zwiedzają Katedrę. Tłum czekał jednak cierpliwie na Oriona, jak zwykle nierwącego się do gadania Inferno i Nergala o twarzy ozdobionej zarostem i ciemnymi okularami, rozrastając się do rozmiarów, którymi zaskoczył organizatorów. Również pod sceną, tuż przed występem Behemoth zrobiło się tłoczno, wręcz ciasno. Ci ludzie byli już jednak rozgrzani i przygotowania obserwowali z wyraźnym zniecierpliwieniem, te natomiast musiały trochę potrwać. Scena udekorowana została symbolami znanymi m.in. z okładki promowanego właśnie albumu zespołu pt. "Evangelion", np. statywy od mikrofonów ozdobiły kobry, Słońce i Księżyc. Jedynym członkiem zespołu, który do występu przygotowywał się przy nas, był Inferno, po krótkiej rozgrzewce został jednak zastąpiony przez technicznego. Publiczność dostrzegła jeszcze jakąś kręcącą się koło sceny blondynkę, na widok której zaczęła skandować "Pokaż cycki!" i "Doda!", ale nie gwarantuję, że to naprawdę była Dorotka Rabczewska. Tłum jednak był już rokręcony i nie do powstrzymania: falował bez wyraźniej przyczyny (w pewnym momencie nawet kilkanaście osób runęło na podłogę i miało problemy ze wstaniem), powtarzał "Hej!" za testującym mikrofony technicznym... Zabawa zaczęła się więc jeszcze przed występem - taką energię wyzwala w fanach sama bliskość Behemoth. Wreszcie zespół uraczył nas również swoją muzyką, m.in. "Ov Fire And The Void", "Pan Satyros", "Conquer All", "Decade Of Therion", "At The Left Hand Ov God", "Christians To The Lions", "Slaves Shall Serve", "As Above So Below" i "Chant For Eschaton 2000". Wszystko zostało świetnie wykonane i przyjęte. Nie zapomniano oczywiście o kontakcie z publicznością, o który sprawnie zadbał Nergal, oraz o ruchu na scenie - przede wszystkim Seth i Orion nieraz zamieniali się miejscami. Gdy po ostatnim z wymienionych utworów muzycy zeszli ze sceny, publiczność zaczęła skandować tytuł "Lucifer" - i ten właśnie kawałek usłyszeliśmy na zakończenie. Niestety był to najsłabszy punkt koncertu. Muzycy w płaszczach, a Nergal dodatkowo w masce - tego należało się spodziewać i to było w porządku. Ale partia Maleńczuka z playbacku i muzycy ustawieni statycznie przy podeście perkusisty w dłużącym się finale... Przez ponad godzinę było świetnie, dynamicznie i taka plama na koniec! Z publiczności wyraźnie uszła energia. Nie wiedziała, czego chciała, gdy domagała się tego utworu. Na płycie prezentuje się o wiele lepiej. Jedynym źródłem ognia podczas ostatnich minut koncertu były więc efekty pirotechniczne. "Przedstawienia" Behemoth wciąż się bowiem rozwijają. Nergal w masce, krótkie solo perkusisty, Inferno ziejący ogniem - to wszystko już widziałem. Do tych elementów doszły teraz dwumetrowe płomienie na rozpoczęcie i zakończenie występu oraz podobnej wielkości snopy iskier w środku. Ktoś mi powiedział, że zgapili to od Rammstein. Może i tak, ale nie obchodzi mnie to - ważne, że robi wrażenie.

Nergal powiedział, że poprzedniego dnia, w Katowicach, zespół zagrał pierwszy udany koncert na trasie i chce podtrzymać passę. Z całym szacunkiem dla Azarath, Hermh i Black River (w kolejności od najlepszego), uważam, że Behemoth nawet bez formy zostawiłby swoje supporty w tyle. Kto choć raz widział tę kapelę w akcji, powinien uwierzyć.


Krasnal Adamu

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

g poleca


PANZER'FAUST
Alles
(2008)

logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Konto? Zarejestruj się!

online

Odwiedza nas 18 gości

imprezy

METALNIGHT PARTY
09.01.2010


ALCOHOLICA
30.01.2010


WILD KNIGHT, LONEWOLF, CRYSTAL VIPER
30.01.2010



CORRUPTION, CARNAL
09-20.03.2010
Valid XHTML & CSS - Design by ah-68 - Copyright © 2009 by GONDOLIN.PL - Strona Fanów Rocka i Metalu