| SELF-MADE-BOMB - Give Me Chance (2007) |
| Redaktor: Stranger | |
| 29.09.2009. | |
|
01. Dancing Puppets Produkcja własna
To smutne, że o kapeli takiej jak Self-Made Bomb jest tak cicho na naszej scenie. Ogólnie Łódź nigdy nie była istotnym punktem na metalowej mapie Polski, a na pewno nie tak istotnym, jak np. Śląsk. W każdym razie warto poświęcić trochę więcej uwagi łódzkiej scenie, choćby po to, by przesłuchać debiutancki krążek SMB. Zacznijmy od tego, że „Give Me Chance” jest... bardzo dobrze wydane, zwłaszcza biorąc po uwagę fakt, że panowie wydali to sami. W książeczce znalazło się kilka wprawdzie średnio wyraźnych zdjęć, ale to już coś. Poza tym, bardzo miłym zaskoczeniem w booklecie są teksty i podziękowania. Co to za moda żeby wydawać albumy pozbawione tekstów, podziękowań, czy nawet całej książeczki!? SKANDAL! Przecież rozfoliowywanie, czytanie podziękowań, przeglądanie tekstów i zdjęć to część przyjemności ze słuchania! Ładne wydanie, to było pierwsze miłe zaskoczenie, potem było ich jeszcze kilka, ale za mało, by zaliczyć debiut łódzkiej formacji do grona płyt rewelacyjnych, do bardzo dobrych też trochę brakuje. Do „Give Me Chance” idealnie pasują określenia „dobra”, na przyzwoitym poziomie. Jest jednak kilka kawałków, które zahaczają, a nawet wpisują się w kategorię „bardzo dobre”, np. pełen mocy, szybki, brutalny otwieracz „Dancing Puppets”, czy „Where Am I” z prostą, melodyjną, niemal heavymetalową solówką. Kolejną miłą niespodzianką były riffy – szybkie, agresywne, co i raz urozmaicane piskliwymi solówkami lub zmianami rytmu, sprawiają, że przy takich numerach jak pachnące niemiecką, thrashową szkołą tytułowy i „World of Lies” oraz uderzający mocą, niczym rozbijająca szkło pięść z okładki, prosto w twarz „Utill I Fall Down”, nóżka sama chodzi, a gęba sama się uśmiecha. Ale jak tu się nie uśmiechać po trzydziestominutowej dawce szybkiego, nowoczesnego, bezkompromisowego i agresywnego thrashu, wzbogaconego o nawiązania do takich grup jak D.R.I, czy Cro-Mags, a przecież brak kompromisów to to, co tygryski-metalowcy lubią najbardziej (przynajmniej w teorii). Gęba śmiałaby się jeszcze szerzej, gdyby randka „Give Me Chance” z piękną panną Produkcją trwała odrobinę dłużej lub była bardziej udana. Owszem, bas chodzi aż miło, ale gdy wchodzi wokal, gitary gdzieś tam giną, a perkusja brzmi płasko i jest kompletnie pozbawiona siły napędowej, co sprawia wrażenie, że muzyka łodzian wydaje się wolniejsza niż jest w rzeczywistości. Gdyby związek pierwszego albumu Self-Made Bomb i Produkcji potrwał trochę dłużej, „Give Me Chance” można by reklamować jako kolejny, bardzo dobry thrashowy debiut... Na razie łódzki zespół zasłużył na szkolny „dobry”. Ocena - 7/10 |
| następny artykuł » |
|---|





























