2 CD, EMI 2000 CD 1: 1. MC: Atmos 2. In The Flesh? 3. The Thin Ice 4. Another Brick In The Wall - Part 1 5. The Happiest Days Of Our Lives 6. Another Brick In The Wall - Part 2 7. Mother 8. Goodbye Blue Sky 9. Empty Spaces 10. What Shall We Do Now? 11. Young Lust 12. One Of My Turns 13. Don't Leave Me Now 14. Another Brick In The Wall - Part 3 15. The Last Few Bricks 16. Goodbye Cruel World CD 2: 1. Hey You 2. Is There Anybody Out There? 3. Nobody Home 4. Vera 5. Bring The Boys Back Home 6. Comfortably Numb 7. The Show Must Go On 8. MC: Atmos 9. In The Flesh 10. Run Like Hell 11. Waiting For The Worms 12. Stop 13. The Trial 14. Outside The Wall Moja ocena: 7/10
Mimo że "The Wall", jedno z największych dzieł w historii rocka, wydaje się być niepowtarzalne, jego wielbiciele mogą nabyć kilka różniących się od siebie wersji: oryginalną studyjną (1979), filmową (1982) oraz koncertową Rogera Watersa i przyjaciół (1990). Dwadzieścia lat od powstania do listy tej dołączyły wygrzebane z archiwów nagrania z trasy promującej album. Podejrzenia o próbę wyciągnięcia od fanów kolejnej porcji pieniędzy za pomocą zasłużonego tytułu są nie do uniknięcia, jednak skłamałbym, gdybym stwierdził, że nowa pozycja w dyskografii Pink Floyd mnie nie zaciekawiła. Pierwsze wrażenie było bezsprzecznie pozytywne, jednak wywarło je na mnie nie danie główne, lecz niebanalnie wykonana, 64-stronicowa książka zawierająca m.in. komentarze członków zespołu i ważniejszych osób zaangażowanych w projekt, zdjęcia z koncertów oraz kalki z projektami sceny. Po włożeniu pierwszego krążka do odtwarzacza niestety nie było już tak pięknie. Moja podstawowa obawa była chyba oczywista. Jak zachować wszystkie zalety tego dzieła, ale nie ograniczyć się, pod względem muzycznym, do zwykłego odtworzenia zawartości płyty? Czy zespół w ogóle spróbował to zrobić? Odpowiedź otrzymałem już podczas "Another Brick In The Wall - Part 1" - różnice w części instrumentalnej są wyraźne. Z zadowoleniem przekonałem się, że jest to częstym zabiegiem, nie dotyczącym tylko solówek. Najlepszym przykładem jest "The Last Few Bricks" złożone z wariacji na tematy z kilku innych utworów. Z mniej lub bardziej subtelnych różnic zwróciło moją uwagę również "Young Lust", które pobrzmiewa tu odrobinę bluesowo. "Mother" i "Outside The Wall" przypominają mi natomiast... country, chociaż temu drugiemu to ani trochę nie zaszkodziło. Ponadto tę wersję od oryginalnej (co zaskakujące - krótszej aż o 24 minuty) odróżnia obecność "What Shall We Do Now?" oraz mówione intra do obu "In The Flesh", które właściwie tylko udają zwykłą konferansjerkę. Ogólny efekt jest taki, że, pomimo wykorzystania sampli gadek i efektów dźwiękowych z płyty, ten materiał odbiera się inaczej. Zmieniły się jego mocne punkty - zachwyca mnie już nie "Mother", "Goodbye Blue Sky" ani "Comfortably Numb" (chociaż solo nadal jest świetne), lecz "Is There Anybody Out There?", "Vera", "In The Flesh", a przede wszystkim "Run Like Hell" z jazzrockową wstawką. Marnie wypadło za to "Bring The Boys Back Home". Również "The Trial" mnie zawiodło, nawet partia Sędziego, w oryginale potężna. Często słabym elementem okazywał się wokal. Nie spodziewałem się, że już na początku koncertu gardłowi będą brzmieli, jakby się zmęczyli albo jak instrumentaliści, którzy mają problem z równoczesnym graniem i swobodnym śpiewaniem. Szczytem jest "The Show Must Go On" - od wokalizy na jego początku aż mnie skręca. Parodia... Waters swoim głosem powala natomiast z nóg, zapowiadając "Run Like Hell" - tyle w nim energii, tyle charyzmy i wreszcie można poczuć się jak na koncercie. Album nie jest zapisem jednego występu, lecz wyborem z kilku (niestety na okładce nie podano dokładniejszych dat ani miejsc), więc to wymieszanie fragmentów słabych i mocnych z jednej strony jest zrozumiałe, a z drugiej lekko dziwi mnie, że pozostawiono tyle gorszych. Przynajmniej samo brzmienie jest jego zdecydowanym plusem. Nie da się jednak ukryć, że nie tylko o dźwięk w tym wszystkim chodzi. Jest to też przedstawienie, sztuka audiowizualna - słyszę, że widzowie reagują na to, co się dzieje na scenie, ale na co konkretnie - mogę tylko poczytać. Sztuka się udała - jest to koncert, a nie odtwarzanie płyty. Wiele fragmentów przeżywa się dzięki temu na nowo. Szkoda jednak, że materiał ten ukazał się tylko w wersji audio. Aż się prosi o wydanie DVD. Krasnal Adamu |