|
1. Like an eagle 2. Pragnienie 3. Świece i deszcz 4. Time to fly 5. Epitafium 6. For those who aren't here 7. Wiem 8. Stolen wind 9. The song of desert 10. Lamiastrata 11. Ride to light 12. Ride to light ( instrumental ) 13. Sto lat 14. Ogień i łzy
Rok Wydania: 2009 Wydawca: Oskar
Kalisz, 9 listopada 2008 roku, godzina 19:30, hala miejscowego ośrodka sportu i rekreacji... Dla wielu zapewne był to dzień i wieczór jak każdy inny - ot, zwykła szara codzienność... Dla innych jednak był zapewne dniem magicznym i niezapomnianym, dniem który przyniósł mnóstwo wzruszeń, emocji i pozytywnej energii. Co takiego więc stało się w tym dniu, w tym miejscu, o tej godzinie ? Ano, stało się... Stało się to, co dotąd wydawało się niemożliwe. Udało się bowiem połączyć dwa na pozór różne od siebie gatunki muzyczne: muzykę klasyczną, poważną z muzyką hard-heavy metalową. "Eeee... to już było" powiedzą sceptycy, przypominając Metallicę i jej "S&M", KISS i "Kiss Symphony", Dream Theater ze swoim "Score", czy wreszcie Deep Purple, który już na początku lat 70-tych nagrał album z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej. "No jasne, że było..." - odpowie na to entuzjasta - "...ale nie u nas, w Polsce". I to jest fakt - nigdy dotąd żadna z naszych grup grających cięższą odmianę muzyki nie pokusiła się o próbę zagrania własnych kompozycji z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej i chóru dziecięcego. Wobec tych faktów koncert ten urasta więc do miary jedynego w swoim rodzaju muzycznego przedsięwzięcia, którego długo nikt u nas nie powtórzy. O ile w ogóle ktoś jeszcze będzie chciał podjąć takową próbę. Bohaterem tego wydarzenia była poznańska grupa CETI wraz ze swym charyzmatycznym liderem - Grzegorzem Kupczykiem. Zespołowi towarzyszyła Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Kaliskiej pod batutą Adama Klocka oraz chór PSM I stopnia w Kaliszu. Całość zorganizowała Agencja Mart z Moniką Anną Gąsiorek na czele, aktualnym impresario zespołu CETI. Sądzę że przygotowania do tego koncertu musiały pochłonąć masę czasu i nerwów, ale efekt jest naprawdę powalający i myślę, że w pełni zrekompensował wszelkie trudności. Dobrze, że organizatorzy doszli do wniosku, że szkoda byłoby zmarnować tak ciężką pracę dla jednego koncertu - dlatego też odbyły się jeszcze dwa: w Ostrowie Wlkp oraz w Warszawie. Nasza strona była jednym z patronów medialnych wszystkich trzech koncertów, jednak z różnych przyczyn nie było mi dane znaleźć się osobiście na żadnym z nich, mimo wielu zaproszeń ze strony Moniki Gąsiorek. Na pocieszenie otrzymałem jednak od Grzegorza Kupczyka (dzięki wielkie!) egzemplarz koncertu wydanego na DVD, żeby chociaż tym sposobem poczuć cząstkę magii tamtego wieczoru. Wydawcą jest poznańska firma OSKAR, od pewnego czasu "etatowy" producent albumów CETI. Całość stanowi dwupłytowe wydawnictwo (drugi krążek zawiera ścieżkę audio tego koncertu), wydane w efektownym digibooku, z dodatkowym sztywnym etui i wspaniałą oprawą graficzną. Naprawdę robi wrażenie ! Po włożeniu dysku do odtwarzacza jako pierwszy na ekranie pojawia się plakat reklamujący koncert... i właściwie nic więcej poza napisem "start". Trochę rozczarował mnie brak jakiegokolwiek menu, o wyborze konkretnych ścieżek czy rodzaju dźwięku nie wspominając. Szkoda, bo jednak mogło być lepiej. Miałem jednak nadzieję, że zawartość muzyczna zrekompensuje te niedociągnięcia. W maleńkiej książeczce dołączonej do tego DVD odczytałem w podziękowaniach Grzegorza, że dedykuje ją wszystkim tym, którzy odeszli, których już z nami nie ma... Odnoszę wrażenie że nie tylko DVD lecz sam koncert był im właśnie poświęcony. Tym bardziej, że otwarcie koncertu jest bardzo spokojne i stonowane: doskonale zaaranżowany "Like An Eagle", w którym prym wiedzie Maria Wietrzykowska grająca na fortepianie, kolejne dwie kompozycje z repertuaru NON IRON - "Pragnienie" oraz "Świece i Deszcz" zagrane z towarzyszeniem gościnnie występującego Janusza Musielaka, w których połączenie patetycznych i potężnych orkiestracji z brzmieniem gitary akustycznej daje piorunujące wrażenie. I nawet, gdy na scenie pojawia się reszta zespołu a Grzegorz opuszcza ją na chwilę, to zagrany przez nich instrumentalny "Time To Fly" daje nam dopiero lekki przedsmak ciężkości, która będzie nas czekać w dalszej części koncertu. Tym bardziej, że kolejne kompozycje raczej nie skłaniały jeszcze publiczności do machania grzywami. Oba świetnie zaaranżowane, budujące stopniowo właściwy nastrój, z genialnie na pierwszym planie wyeksponowanym fortepianem ("Epitafium") i z górującym nad wszystkimi instrumentami wysokim głosem Marihuany ("For Those Who Aren't Here") doskonale nadają do zagrania ich przez takie instrumenty jak skrzypce, flety, czy wiolonczele. Wraz z pierwszymi taktami "Wiem" dało się odczuć że na scenie obok siebie znakomicie współpracują dwie grupy ludzi: zespół ze swymi elektrycznymi instrumentami, dający czadu aż miło i w niczym nie ustępująca im orkiestra symfoniczna, która w żaden sposób nie daje się zagłuszyć. Przy czym w kolejnych kompozycjach ("Stolen Wind", The Song Of Desert") to jednak CETI wysuwa się zdecydowanie na pierwszy plan, dając czadu aż miło, zaś orkiestra stanowi tylko doskonale uzupełniające całość tło. Dopiero "Lamistrata" znów daje nam odczuć, że na scenie panuje doskonała równowaga sił, aż do wspaniale rozbudowanego solo zagranego przez Bartka Sadurę, kiedy dość mocno się wycisza, stanowiąc tylko delikatne tło dla tego świetnego gitarzysty. Ta solówka za każdym razem wywołuje na moich plecach serię mrówek, które wędrują w górę i w dół przez cały czas jej trwania. To naprawdę niesamowite, w jaki sposób można zagrać krótką poniekąd solówkę z oryginalnego zapisu studyjnego. Ostatnim już w zasadzie utworem z podstawowego setu koncertowego jest "Ride To Light", zagrany dwukrotnie - wspólnie z orkiestrą, a później już na samą orkiestrę, w zdecydowanie krótszej formie. Po tym nastąpiło pożegnanie się grupy z publicznością, podziękowania dla organizatorów, orkiestry i chóru. Niespodzianką dla Grzegorza Kupczyka było zapewne odegrane przez orkiestrę "Sto lat", zamówione przez Monikę Gąsiorek z okazji urodzin artysty. Ten ostatni nie krył wyraźnego wzruszenia - mało brakowało, a popłakałby się na scenie. Okazuje się jednak, że prawdziwy rockman z krwi i kości też czasem może być "miętki"... "Kochani. Ja nic nie znaczę. Bez Was, bez zespołu, mnie by po prostu nie było" - takie słowa skierował do wszystkich zgromadzonych na sali. Cóż, wielkość artysty poznaje się po jego skromności. Już na sam koniec, na bis muzycy zagrali jeszcze "Ogień i Łzy". Niestety, orkiestra nie dała się już namówić do wspólnego grania - chyba była nieprzygotowana... ;) W każdym razie ten utwór pomimo braku orkiestracji wypadł równie wspaniale jak pozostała część koncertu. Reasumując: wydanie tego DVD znakomicie uzupełnia dotychczasowy dorobek płytowo-koncertowy zespołu. Pomimo pewnych niedociągnięć wydawnictwa, o których pisałem wcześniej, pozwala widzowi przenieść się we wspaniały świat muzyki tworzonej przez jeden z najlepszych obecnie polskich zespołów grających melodyjną, symfoniczną odmianę metalu. Szkoda tylko że scenografia była uboga, że dźwięk tylko w stereo... ale dobre i to. Żałuje tylko jednego: że nie byłem na żadnym z trzech koncertów z serii "Akordy Słów" osobiście. Z pewnością zupełnie inaczej odbierałbym tę wspaniałą muzykę. Ale i tak jestem pod wielkim wrażeniem tego, czego udało się dokonać.
|