|
Ostatnio jakoś tak się złożyło, że w kręgu moich zainteresowań niespodziewanie znalazł się nagle zespół CETI. Nie ukrywam, że moja wiedza na temat zespołu i jego twórczości nie jest zbyt wielka. Owszem - znałem jak dotąd kilka rzeczy, które zespół nagrał, ze świetnym (...)perfecto mundo(...) na czele, na pewno jednak nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem ich wielkim znawcą albo fanem. Ta znajomość raczej ograniczała się do odsłuchiwania co jakiś czas pojedynczych kompozycji z dorobku zespołu. Ponieważ jednak częściej zacząłem sięgać do ich dokonań, mam nadzieję na zmianę tego stanu rzeczy. Kolejnym krokiem do pogłębiania mojej znajomości z zespołem (dosłownie i w przenośni) był koncert zespołu w ramach festiwalu "Rocko-Go", organizowanego w podpoznańskim Czerwonaku, na którym CETI występowało jako gwiazda. Nie będę ukrywał, że to był mój pierwszy koncert na którym miałem okazję zobaczyć zespół na żywo, dlatego bardzo byłem ciekaw jak w wersji live zabrzmią kompozycje z (...)perfecto mundo(...). Ponieważ nie interesowały mnie raczej inne zespoły grające na tym festiwalu, do Czerwonaka przyjechałem jakieś pół godziny przed planowanym występem CETI. Zaskoczyło mnie bardzo miejsce w którym cała impreza się odbywała - dużo wolnej, dzikiej przestrzeni i scena ustawiona tuż na Wartą. Bardzo fajne miejsce na organizowanie tego typu imprez plenerowych. Kiedy tam dotarłem, na scenie produkował się jakiś zupełnie nie znany mi zespół. Posłuchałem tego przez chwilę, stwierdziłem że mi nie leży i postanowiłem poszukać Grzegorza z resztą zespołu. Jeden krótki telefon i już wiedziałem, że siedzą sobie pod parasolem gdzieś w okolicy grilla i stoisk z piwem (a gdzieżby indziej... hehehe). Dołączyłem więc do nich, gdzie dowiedziałem się, że jak zwykle na tego typu imprezach jest obsuwa czasowa. Nie pozostało więc nic innego jak cierpliwie czekać aż organizatorzy pogonią ze sceny pozostałych uczestników, żeby zwolnić miejsce dla gwiazdy festiwalu. Było więc jeszcze mnóstwo czasu, żeby sobie spokojnie pogawędzić, porobić kilka fotek i zacieśnić znajomości (w tym miejscu wielkie podziękowania dla całego zespołu i dla Moniki Gąsiorek: jesteście naprawdę super i bardzo cieszę się że miałem okazję wszystkich Was poznać). Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że przesunięcie czasowe jeszcze się powiększy, ponieważ organizatorzy postanowili, że CETI ma wystąpić na scenie w pełnej krasie oświetleniowej. Tak więc zamiast planowanej godziny 19:30 zespół pojawił się na scenie dopiero około 21:00. Ale warto było czekać... Na dzień dobry usłyszeliśmy intro otwierające ostatni album zespołu i zdawać by się mogło, że zespół rozpocznie swój show kolejnym kawałkiem z ostatniej płyty - "Deja Vu"... Gdy przebrzmiały dźwięki intra usłyszeliśmy jednak "Stolen Wind". Jak się okazało, było to bardzo dobre otwarcie koncertu. Muzycy nie zwalniali tempa, bowiem na drugi ogień poszło "Flight to The Other Side", dając wszystkim zgromadzonym przed sceną zastrzyk niesamowicie pozytywnej energii. Chwilę wytchnienia zapewniła nam dopiero "Lamiastrata" z niesamowicie wyczarowaną solówką Bartka Sadury. Po raz drugi w ostatnim czasie solo do tej kompozycji urzekło mnie do głębi. Barti to naprawdę świetny gitarzysta i zespół wygrał chyba los na loterii wciągając go do swego składu. Wszyscy na scenie wyciskali z siebie siódme poty. Zwłaszcza Grzegorz, który jest w niesamowitej formie wokalnej i fizycznej. To co wyprawiał ze swoim głosem było po prostu niesamowite. Przy tym nie potrafił ustać w jednym miejscu dłużej niż kilka sekund. W przerwach między utworami prowadził dialog z publicznością, zmuszał ją do wspólnego śpiewania i testował jej wokalne możliwości. Moim zdaniem jest to dziś zdecydowanie najlepszy hard/heavy polski wokalista. Przez blisko półtorej godziny zespół dał naprawdę wspaniały, energetyczny show grając utwory z ostatniej płyty, a także robiąc swoisty przegląd twórczości, wplatając w setlistę kompozycje ze starszych albumów. Swoistym zwieńczeniem koncertu było zagranie "Shadow Of The Angel", w trakcie którego Mucek rozpędził się za swoimi bębnami i uraczył nas blisko dziesięciominutową solówką, po której zespół płynnie przeszedł do ostatniego utworu w podstawowej set liście - "Życie I Tron", po którym zespół pożegnał się z publicznością i zniknął ze sceny. Jednak nie był to jeszcze definitywny koniec, gdyż publiczność nie odpuszczała tak łatwo, zmuszając zespół do powrotu na scenę. Ponieważ właśnie rozpoczęły się wakacje, zespół na bis uraczył nas brawurowo wykonanym "Holidays In Agrigento". Niestety, to już był ostatni utwór - zespół nie dał się namówić na kolejne utwory, mimo zapewnień organizatorów, którzy lekko chwiejąc się na scenie zapewniali że zespół jeszcze zagra, nie widząc przy tym, że instrumentarium było już sukcesywnie przez muzyków rozmontowywane. Na koniec Grzegorz Kupczyk wręczył jeszcze nagrody zespołowi-zwycięzcy całego festiwalu "Rocko-Go", i na tym właściwie cała impreza się zakończyła. Muszę przyznać, że grupa wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie - swoją żywiołowością na scenie i drapieżnością kompozycji, które odegrane na żywo brzmiały ciężej i ostrzej niż ich wersje studyjne. Szkoda tylko, że nie doczekałem się żadnego utworu z repertuaru TURBO, które CETI przecież też na swoich płytach umieszczało. No, ale nie można mieć wszystkiego. Szkoda też, że mimo wspaniałej pogody i świetnego miejsca w którym koncert się odbywał, troszkę nie dopisała publiczność. Tym bardziej, że cała impreza była darmowa i można by spodziewać się większej frekwencji. Wygląda na to, że chyba ostatnimi laty za dużo mamy wszelkiego rodzaju koncertów... gdyby było ich mniej, byliby wszyscy bardziej "wyposzczeni" i tłumnie walili by na takie imprezy jak ta.
Cała setlista koncertu prezentowała się następująco:
Stolen Wind Flight to The Other Side Lamiastrata Wiem Miłość, Nienawiść, Śmierć Ride To Light Ogień I Łzy SATI Gardens Of Life 1 Ściana Płaczu Song Of Desert Burning Fantasy Shadow Of The Angel/solówka Mucka/Życie I Tron Holidays in Agrigento (na bis)
*zdjęcia zaczerpnięte z archiwum zespołu.
|