| KALOT ENBOLOT - MCCCXLVII (2007) |
| Redaktor: Widzewiak | |
| 29.05.2007. | |
![]() 1. Insecta Arthropoda 2. Siege Of Caffa 3. Rat Armada 4. Stray Dogs Of Despair 5. Legions Of The Pestilence 6. At The Heart Of Winter Eastside Records
Miasta pełne trupów – leżą wszędzie – na ulicach, placach, w domach. Biedni i bogaci, mędrcy i głupcy – wszyscy złączeni lodowatym pocałunkiem śmierci. Wszędzie wybuchają pożary – nikt nad niczym nie panuje. Zezwierzęcienie ludzkości w obliczu majestatu Czarnej Śmierci nie ma granic. Modły wznoszone do św. Rocha są tylko żałosną namiastką próby odkupienia win i zrozumienia dlaczego umiera cały świat. Nie, nie – to nie Apokalipsa wg. Widzewiaka. To tylko bardzo skrótowy opis tekstów jakie znalazły się na bardzo oczekiwanym przeze mnie debiucie toruńskiej, black metalowej, formacji Kalot Enbolot. Niektórzy zapewne pamiętają moje zachwyty nad ubiegłorocznym promo tej grupy i oczekiwanie na debiutancki album. I wreszcie jest – CD z materiałem zatytułowanym „MCCCXLVIII” ląduje w moim odtwarzaczu, a ja mogę nareszcie zagłębić się w świat średniowiecznej Europy opanowanej przez wszechobecną śmierć. Ponieważ na „MCCCXLVIII” znalazły się oba utwory zamieszczone na „Promo 2006” - mianowicie „Siege Of Caffa” i „Legions Of The Pestilence”, po kliku przesłuchaniach „dużej” płyty zająłem się analizą porównawczą obydwu utworów na jednym i drugim materiale. Zaskakujących różnic nie ma, są te natury brzmieniowej - „nowe” wersje brzmią potężniej, są bardziej zbasowane i „wyraźniejsze” oraz „tłustsze” - zwłaszcza w przedmiocie sekcji rytmicznej i gitar. I o to mi właśnie chodziło! Uważnie czytający moją recenzję „Promo 2006” na pewno zauważyli, że jedynym mankamentem jaki „wytknąłem” płytce było zbyt płaskie i amatorskie brzmienie. Ale to już przeszłość – nowa płyta oferuje nam mięsiste, „głębokie”, dosadne, a przy tym czytelne i przestrzenne brzmienie ! Szybki, czasem wściekły, ze zróżnicowanymi wokalami ( np. w “Insecta Arthropoda” - skrzek, melodyjne deklamacje, quasi growlingi ) i melodyjny ( szczególnie w bardzo interesującej “miniaturkowej” kompozycji “Stray Dogs of Despair” z “kunsztownymi” partiami gitary klasycznej ) black metal jaki wykonuje Kalot Enbolot, mimo oczywistych inspiracji, nie jest wcale taki oczywisty i typowy. Co więcej, uważam, że zespół stoi z boku polskiej sceny black metal. I nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o brak szatana w tekstach ( co akurat uważam za duży atut i wyraz dojrzałości – debilizmom o panowaniu rogatego na ziemi, zniszczenia nieba itp itd mówimy – DOŚĆ ), ale też i o sam odbiór muzyki. Atmosfery jaka panuje na „MCCCXLVIII” nie znajdziemy u jakiegokolwiek innego polskiego zespołu tej sceny. Ciężko opisać to wrażenie słowami – polecam “lekturę” płyty. Być może taki, a nie inny odbór muzyki Kalot Enbolot wynika z faktu, że dla muzyków sztywne ramy gatunkowe surowego black metalu nie istnieją ( przykładem niech będą klasyczne gitary i czyste śpiewy w “Siege Of Caffa” lub “Rat Armada” ) i wzbogacają oni swoją muzykę elementami z “zewnątrz”. I co ważne i wskazujące na niewątpliwy talent, wskazane powyżej elementy nie gryzą się z blackową stylistyką i są jej doskonale podporządkowane. Zróżnicowanie nastrojów i temp praktycznie w każdym utworze sprawia, iż płyty słucha się z niekłamaną przyjemnością i już teraz wiem, że będę wielokrotnie do niej wracał, a bardzo często zdarza się, iż black metalowe płyty po kilkunastu lub kilkudziesięciu przesłuchaniach zwyczajnie nudzą się i odkładane są przeze mnie na półkę gdzie zżera je kurz. Dwa utwory na “Promo 2006” to było jeszcze zbyt mało aby w pełni docenić umiejętności wokalne Mike`a – choć już dało się zauważyć potencjał w nim brzmiący. Na omawianej płycie możemy w pełni już docenić jego talent słuchając ( jak już wyżej wspomniałem ) jego kilku “wcieleń” wokalnych – to nie jest tylko jednorodny skrzek. Choć i w samej stylistyce blackowej Mike jest “mocny” poprzez nadanie swym partiom wprost histerycznego wyrazu. A jak dodamy do tego deklamacje, czasem nawet epickie partie – to wyjdzie nam na to, że pojawił się w naszym kraju bardzo utalentowany i wszechstronny wokalista metalowy ! Trzymam kciuki za dalszy rozwój ! Nie można mieć również najmniejszych zastrzeżeń do pracy jak w powstanie „MCCCXLVIII” włożył Tomek znany także z takich projektów jak Retra, czy Moriturus. Od wprost “lirycznych” zagrywek na gitarze klasycznej, po blackowe “zawijki” - T ( pod takim pseudo występuje w Kalot Enbolot ) prezentuje nam całą gamę swych niemałych możliwości. Dodatkowo partie basu ( słyszalnego i doskonale pogłębiającego sound ) również są jego autorstwa. Nie można przyczepić się także do gry perkusisty Svarta – może tylko wysunąłbym troszkę do przodu jego partie. No, ale to już kwestia brzmienia, a nie gry samego muzyka. Minusy tego materiału ? Są takie ? ;). Hmmmm – jest jeden, ale to w żaden sposób nie dotyczy poziomu muzyki Kalot Enbolot. Po prostu byłem spragniony większej ilości “nowej” muzyki zespołu. Na płycie opórcz znanych mi już wcześniej „Siege Of Caffa” i „Legions Of The Pestilence” z nowych kompozycji dostałem w zasadzie tylko dwa utwory, mianowicie “Insecta Arthropoda” i “Rat Armada”, bowiem instrumentalny “Stray Dogs of Despair” ma dla mnie charakter miniaturki i swoistego przerywnika ( oczywiście nie zmienia to faktu, iż to bardzo dobry i plastyczny utwór. Co ciekawe sam jego początek, pierwsze wejście gitar kojarzy mi się nieodparcie z początkiem “Welcome Home ( Sanitarium )” Metallica. Poza tym czuję w tym numerze odległe echa muzyki Perunwit i Minas Morgul ). Ponadto na płycie dostajemy jeszcze cover Immortal “At The Heart Of Winter”, z którego wykonania zespół wyszedł zwycięsko – słucha się go znakomicie, a potężny gitarowo – klawiszowy wstęp robi wielkie wrażenie. I to już wszystko... A ja chcę więcej muzyki Kalot Enbolot !!!! ;) Mam nadzieję, że drugi album całkowicie wynagrodzi mi pewien niedosyt jaki czuję po dokładnym zapoznaniu się z „MCCCXLVIII”. Chciałbym, aby nie tylko fani black metalu zapoznali się z tym krążkiem. Myślę, że także słuchacze klasycznych odmian metalu znajdą tutaj coś dla siebie ( zwłaszcza pod kątem pracy gitary ). Kalot Enbolot w krótkim czasie, moim skromnym zdaniem, dołączył do czołówki rodzimej sceny black metal – jednocześnie, jak już wspomniałem na wstępie, “stojąc” z jej boku. I to nie tylko ze względu na wartswę tekstową. Duch jaki unosi się nad muzyką Kalot Enbolot ma w sobie coś unikalnego, coś co odróżnia ten zespół od innych. Nie umiem tego wyrazić słowami, tego trzeba posłuchać. „MCCCXLVIII” jest do kupienia na internetowej stronie wydawcy ( www.eastside.onestop.net ) za rozsądną cenę, więc...na co jeszcze czekacie ? ;). Polecam gorąco – niebanalny, i choć bazujący na znanych patentach, to nieszablonowy materiał zespołu dla którego black nie zaczyna i nie kończy się na szatanie. Ocena - 8,5/10 |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

























Administrator 




