| BACKWASH - Kick Ass! (2006) |
| Autor: Azalea | |
| 05.03.2007. | |
|
1. Legless Stare przysłowie mówi : nie oceniaj książki po okładce. A co ja zrobiłam? Oczywiście wszystko na odwrót. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zasugerowały mi, że spędzę najbliższy czas w otoczeniu bandy niesfornych typów, którzy szaleją po ulicach LA i ostatnimi czasy nie należą do mojego ulubionego "towarzystwa"... chciałam też spisać ich granie na niepowodzenie w Europie i odesłać i z powrotem do LA, gdzie ich miejsce. A tu co? Moja "książka" nie dość, że okazała się szwajcarska to do tego zawiera czysto rock'n'rollowe, przyjemne dla ucha dźwięki. Muszę przyznać, że już dawno nie dałam się TAK zrobić... Ostatnią taką wpadkę zaliczyłam parę lat temu, myśląc, ze Lande to Coverdale... ekhm ;). Ale fakt faktem, wszystko dlatego, że Backwash gra naprawdę z idealną, amerykańską manierą, ale jedną rzecz niestety muszę podtrzymać – nie wiem jak taki materiał przyjmie się na europejskich rynkach. Znaczy tak, może przesadzam, martwiąc się o powodzenie tej płyty, zważywszy na to, że zespoły tego typu (LA Guns, Lillian Axe, Kix itd.) w odpowiednim kręgu są powszechnie znane, docenione i "pocztą pantoflową" polecane dalej. Jednak jestem święcie przekonana, że Backwash za bardzo pomylił szerokości geograficzne, żeby wskórać coś na większą skalę. Na dzień dzisiejszy mój stosunek do tej płyty jest całkowicie neutralny. W uszach brzmią wtórne dźwięki, gdzieś w oddali szumią palmy kalifornijskiego wybrzeża... tylko słońce nie przygrzewa tak, żeby można było poodsłaniać odpowiednie partie kobiecego ciała. Fuck... niezły orzech do zgryzienia przysłał Perris Records. Autentycznie się zastanawiam co mam z nimi teraz zrobić. Zjechać – nie zjadę, bo na to nie zasługują, ale wychwalać pod niebiosa też nie będę, bo specjalnie nie ma czego. Jedynym wnioskiem jaki mi teraz przychodzi do głowy, to to, że jednak będą mieć o wiele bardziej świetlaną przyszłość w USA niż u nas... tam pochłania się wszystko. Okey, ale co tak na prawdę tutaj mamy? Uproszczone brzmienie na pograniczu z lekkością rock'n'rolla i melodyjnymi riffami. Brak słodzenia w postaci klawiszy i "twardy" wokal. Śmiem nawet stwierdzić, że momentami robi się trochę bluesowo-zeppelinowsko (jak w Whitesnake czy Badlands). Idealne do podróży po Route 66. Podsumowując, na pewno jest ciekawostką to, że płyta wyszła spod rąk Szwajcarów, mimo, że wszystko temu całkowicie zaprzecza. Polecam do przesłuchania przynajmniej raz, żeby wiedzieć co, po co i dlaczego, ale nie gwarantuje, że powali na kolana. Jeśli ktoś jest osłuchany z takimi zespołami jak D.A.D czy wcześniej wspomniane Kix i Lillian Axe, to tym bardziej nic go na tej płycie nie zaskoczy. Ja rozstaje się z tą płytą z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony podoba mi się, bo to klimaty, które lubię, ale z drugiej strony ile można słuchać tego samego? Dlatego pozostawiam Backwash do Waszej, indywidualnej oceny. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

























Administrator 




