| CRYSTAL VIPER - The Curse Of Crystal Viper (2007) |
| Redaktor: Widzewiak | |
| 10.02.2007. | |
![]() 1. ...I See Him! (Intro)
2. Night Prowler 3. Shadows On The Horizon 4. City Of The Damned 5. The Last Axeman 6. Island Of The Silver Skull 7. I Am Leather Witch 8. Demons' Dagger 9. The Fury (Undead) 10. Sleeping Swords Karthago Records Polska scena metalowa jako całość to dziwny świat. Prawie jak z obrazów S. Dali. Niby wszystko można rozpoznać i zauważyć, ale praktycznie od razu widać, że wiele rzeczy jest nienaturalnych, sztucznych bądź w jakikolwiek sposób „skrzywionych”. Najmniejszy wpływ mają na to wszystko same zespoły – na te wszystkie „chore” relacje i dziwne „zdarzenia” mające miejsce pomiędzy rodzimymi wytwórniami, a co więcej – pomiędzy fanami poszczególnych odłamów metalu. Dlaczego to piszę ? Otóż, często zespoły ( zwłaszcza grające metal ukierunkowany jednoznacznie na klasyczne jego odmiany ) na skutek różnych okoliczności, na które nie mają wpływu, są postrzegane dość negatywnie. Często w naszym bagienku skreśla się je bez żadnych racjonalnych powodów. A jeżeli jeszcze dana grupa wykonuje tak niszowy ( na całym świecie, nie mówiąc już o Polsce ) gatunek jak epicki heavy metal, to można być pewnym, że odzew na propozycje takiego zespołu będzie mniej niż znikomy. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje, fakt jest jednak faktem, że debiutancki album rodzimego Crystal Viper najmniejszy sukces odniesie właśnie w Polsce. Czy w naszym kraju nie ma miłośników klasycznego epickiego heavy metalu spod znaku Zed Yago, Warlock, Manilla Road, czy Manowar lub Stormwitch ? Sam się do nich zaliczam i wiem, że takich osób jest więcej, dlaczego więc z góry zakłada się ( niestety nie bezpodstawnie ), że „The Curse Of Crystal Viper” znana będzie wyłącznie wąskiej grupie słuchaczy ? Pozostawię tą kwestię otwartą, niech każdy sam się nad tym zastanowi, a ja przejdę do najważniejszej kwestii, czyli oczywiście muzyki zawartej na debiutanckim krążku Crystal Viper. Zespół już od czterech lat ( założony został m.in. przez wokalistkę Martę Kroczak-Gabriel w 2003r. ) funkcjonuje w podziemiu, będąc rozpoznawalnym dzięki udziałowi na kompilacjach poświęconych takim gigantom heavy metalu jak WASP, Cirith Ungol, a także dzięki demo z 2005r. zatytułowanemu „Strike One”. Naturalnym krokiem ( pod podpisaniu umowy z niemiecką Karthago Records ) w dalszej karierze zespołu było więc przygotowanie i wydanie debiutanckiego albumu. I to kręci się w moim odtwarzaczu „The Curse Of Crystal Viper” - krążek przesycony epiką i duchem patetyczno – epickiego metalu lat 80. Wrażenie to potęguje również warstwa tekstowa płyty układająca się w koncept z gatunku „dark fantasy” opowiadający o Crystal Viper - córce Wiedźmy i Smoka – władczyni królestwa Khalandir. Z tego co wiem opowieść ta będzie kontynuowana na kolejnych płytach zespołu. Przechodząc już do samej muzyki chciałbym zaznaczyć jedną sprawę. Każdy kto oczekuje tutaj potężnych partii chóru, masy klawiszy, a także innych „nowoczesnych” efektów dźwiękowych może sobie z góry odpuścić ten album. To muzyka dla fanatyków metalu spod znaku dżinsowych „mundurków”, „telewizorów” na plecach i masy naszywek na katanach. To wyciągnięta na wierzch i przypomniana esencja metalu lat 80. Każdy kto kocha powyżej wspomniane zespoły ( a także Iron Maiden ) doskonale powinien już wiedzieć jak brzmi muzyka Crystal Viper. Nie da się ukryć, że to granie dla maniaków metalu, dla których ta muzyka to nie „moda”, czy sposób na podrywanie panienek. To muzyka dla ludzi, którzy metal mają we krwi, oddychają nim i dla których jest ona sposobem na życie. I w zasadzie tutaj mógłbym zakończyć pisanie tej recenzji – każdy kto „podpada” pod wyżej wymieniony opis już zaciera łapska na samą myśl o „The Curse Of Crystal Viper”, a inni może posłuchają z ciekawości, lub oleją z góry. Ale takie zakończenie byłoby dość krzywdzące dla samego zespołu, który nie tylko „uchwycił” ducha lat 80, ale także potrafi zaskoczyć nas wysokim poziomem – nie tylko samej muzyki, ale także umiejętnościami. Oczywiście, nie spotkamy tutaj żadnego onanizmu poszczególnymi instrumentami ( i całe szczęście – dość już jest na scenie chłopców w żabocikach udających herosów sprzed 20 lat ), wszystko podporządkowane jest ogólnemu przekazowi, ale nie sposób pominąć naprawdę więcej niż sprawnej gry muzyków Crystal Viper. Jasnym jest, że w samej muzyce nie spotkamy się z niczym wybitnie oryginalnym - ale przecież nie takie jest założenie takich grup jak Crystal Viper. Tutaj chodzi o „odtworzenie” ducha metalu zanim odciął się od swych „klasycznych” korzeni. I to się zespołowi znakomicie udaje, co jest niewątpliwym sukcesem grupy, bowiem na obecnej scenie masa jest zespołów które tylko uzurpują sobie prawo do „wskrzeszania” złotej dekady metalu. Już pierwszy utwór na płycie ( poza „...I See Him”- intrem w którym słychać głos Gerrita Mutz`a z kontrowersyjnego niemieckiego Sacred Steel ), mianowicie „Night Prowler” dobitnie daje nam do zrozumienia z jaką płytą mamy do czynienia. Ponadto jest chyba najbardziej reprezentatywny ( wraz z potężnym i kopiącym w dupę „The Fury ( Undead )” ) dla całego materiału. To szczery do bólu i bardzo, bardzo klasyczny heavy metal, który umiejętnie kumuluje niemiecką szkołę tego gatunku ( z odrobiną speedu ) oraz NWOBHM. Galopujące i szybkie riffy, chóralne i dobitne refreny ( na uwagę zasługuje w tym miejscu „Shadow On The Horizon”, w którym dodatkowo słychać patent wokalny jaki użył Iron Maiden w „Heaven Can Wait” ), a przede wszystkim znakomite, bardzo świdrujące solówki ( tutaj chyba najbardziej czuć ducha brytyjskiej szkoły grania heavy metalu ) - to pełen obraz „The Curse Of Crystal Viper”. Warto także zwrócić uwagę na ciekawie wyeksponowane partie basu w „City Of The Damned”, „I Am The Leather Witch”, „Demon`s Dagger”, a przede wszystkim w „Island Of The Silver Skull” gdzie w strukturę utworu wplecioną mamy basową solówkę ! Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, iż bas jest bardzo słyszalny na całej płycie ( co osobiście bardzo lubię – nie przemawiają do mnie płyty na których jedynym śladem basisty jest jego zdjęcie we wkładce ) i „używany” jest w „harrisowy” sposób ( początek „Sleeping Swords” ). Generalnie czuć wyraźnie na „The Curse Of Crystal Viper” ducha Iron Maiden. Wystarczy wsłuchać się w partie gitar w „I Am Leather Witch”. Ale nie myślcie, że to bezczelne kopiowanie ! To umiejętne inkorporowania do swej muzyki patentów wypracowanych przez największych tuzów sceny metalowej. Kolejnym przykładem może być mój ulubiony utwór z tej płyty, mianowicie „The Fury ( Undead )” gdzie słychać echa Running Wild ( w szybkich riffach ) i wspomnianego już Iron Maiden ( "melodyjniejsze" partie gitarowe i solówka ). Na uwagę tutaj zasługuje także fantastyczny wokal Marty – która wprost „panuje” swym głosem w tej kompozycji. Generalnie nie można mieć żadnych zastrzeżeń do jej głosu – kiedy trzeba to potrafi zaśpiewać bardzo agresywnie, drapieżnie ( wspomniany „The Fury”, „The Last Axeman” ), ale także delikatnie i patetycznie ( „Demon`s Dagger”, „Sleeping Swords”). Osobiście słyszę tutaj inspiracje Doro z czasów Warlock choć Bart Gabriel ma na ten temat inne zdanie :). Nie zmienia to faktu, że Marta ma mocny, charakterystyczny i idealny do takiej muzyki głos, i zadaje kłam stwierdzeniu, iż kobiety w metalu nadają się tylko do łzawych balladek, popowego „pussy” metalu, albo do sexualnych czynności wykonywanych z muzykami zespołów metalowych :). Leather Wytch ma „stalowe” gardło i każdy fan klasycznego metalu doceni jej zaangażowanie w muzykę i umiejętności wokalne. Słówko należy się także produkcji płyty. Same kompozycje oparte są na klasycznych schematach wypracowanych przez zespoły lat 80, więc w takim razie jak są one „wyprodukowane” ?. Ja osobiście uważam, że także i w tym elemencie uchwycono trochę ducha tamtych lat ( choć oczywiście wyraźnie słyszymy, iż płytę wyprodukowano w XXI wieku ). Nie wiem, może to sama muzyka w taki, a nie inny sposób determinuje mój sposób odbierania jej pod względem brzmienia. W każdym bądź razie brzmienie jest dobrze wyważone, eksponuje w odpowiednich proporcjach wszystkie instrumenty ( z przewagą gitar – ale to oczywiste, przecież mamy do czynienia z heavy metalem ) oraz wokal. Jest czytelne, ale na szczęście nie pozbawione „brudu” charakterystycznego dla heavy metalowych produkcji „złotek dekady” metalu. Na pewno znajdą się tacy, którzy zarzucą mi włazidupstwo, słodzenie zespołowi i wystawienie zbyt wysokiej noty. Wypada mi tylko im współczuć głupoty, bowiem nie biorą pod uwagę faktu, iż „The Curse Of Crystal Viper” po prostu bardzo mi się podoba i zyskuje za każdym, kolejnym przesłuchaniem. Znajdziemy tu wszystko czego szuka fan klasycznych brzmień – mocny wokal, szybkie riffy, efektowne przejścia, wysmakowane solówki i oczywiście masę znakomitych melodii. Nie ma żadnych udziwnień, niepotrzebnych ozdób – to czysty heavy metal. W swej szczerej, niczym nie skrępowanej postaci. Widać, że Crystal Viper gra muzykę, którą kocha i nie przejmuje się jej odbiorem przez wielu zawistnych i bluzgających dla zasady ludzi. Szczerość, oddanie swej muzyce, nieoglądanie się na panujące trendy i nieprzychylne opinie. Taki właśnie powinien być metal – i taki jest na „The Curse Of Crystal Viper”. Szkoda tylko, że tak mało osób doceni w Polsce takie granie... No, ale to już zupełnie inna opowieść. Z czystym sumieniem stawiam taką, a nie inną notę i chuj w dupę tym, którzy doszukiwać się w niej będą drugiego dna. Ocena - 9/10 |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

























Administrator 




