partnerzy

 

reklama



 


prasa








    
Start
KALOT ENBOLOT - Żadnego pieprzonego szatana !
Redaktor: Widzewiak   
17.11.2006.
 
Dojrzałość, dojrzałość i jeszcze raz dojrzałość... Nie spodziewałem się, że na poletku black metalowym spotkam kapelę ( i to praktycznie zupełnie jeszcze nieznaną kapelę ), która tak dobitnie odcinać się będzie od jakiejkolwiek formy satanizmu !!! Wielkie brawa, ale przede wszystkim duże słowa uznania za świetną, przemyślaną muzykę. Jeżeli już na samym początku swej kariery Kalot Enbolot prezentuje taką formę, to strach pomyśleć, co będzie dalej ! Tym bardziej, że nie jest to zespół „zagniewanych młodocianych”, tylko dojrzałych facetów, którzy doskonale wiedzą co chcą osiągnąć ! Na pytania odpowiadali – Mike ( wokal ) i Svart ( bębny ).

 
 
Nie wiem o Was kompletnie nic, jesteś ( jeszcze ) zupełnie nieznaną kapelą, więc muszę w tym przypadku zadać pytanie, którego nie lubię – mianowicie jaka jest Wasza historia. I jeszcze jedno – skąd pomysł na taką, a nie inną nazwę zespołu ?

Mike: Historia kapeli zamyka się w okresie mniej więcej dwóch lat, kiedy T oraz Svart zaczęli coś sobie komponować, spotykając się mniej lub bardziej regularnie. Graliśmy również razem w innym zespole, który niestety uległ na razie zawieszeniu. Chłopaki proponowali mi śpiewanie w Kalot, z początku byłem nastawiony nieco sceptycznie, ale po usłyszeniu płytki z próby powiedziałem: a co mi szkodzi, spróbuję, w końcu żyje się tylko raz.

Svart: W kwestii nazwy, jest to moja działka. Jest to nazwa twierdzy położonej na południowym zachodzie Sycylii, gdzie niejaki Landulf II, opętany okultysta, odprawiał makabryczne rytuały związane z arabską magią okultystyczną. Nazwa spodobała mi się przez swoje brzmienie i, sam przyznasz, „unikalność” lingwistyczną. Wszyscy się dziwią co to za potwór językowy, he he. Dodam tylko z obowiązku, że wszelkie konotacje z okultyzmem czy magią nie grają tu żadnej roli. A co się zaś tyczy naszego pochodzenia, to miastem bazowym jest Toruń.

Gracie dość surowy black metal... A jak wiadomo obecnie ten gatunek zszedł trochę do podziemia ( i dobrze ). Czy zawsze „kręcił” Was black najbardziej i czy od samego początku wiedzieliście, że właśnie ten, a nie inny styl będziecie jako Kalot Enbolot wykonywać ?

Svart: Jako jeden z założycieli zespołu mogę powiedzieć, że był to od początku jedyny styl muzyczny jaki nas interesował. Dla mnie i dla T black metal stanowi największą muzyczną miłość i w tym względzie nie było nigdy wątpliwości co do kierunku twórczości.

Mike: Może to zabrzmi dziwnie, ale ja prawie w ogóle nie słucham black metalu, poza starą Gehenną, pierwszym Ulverem, no i oczywiście Celtic Frost, przed którym padam na kolana. Lubię też niektóre rzeczy ze sceny południowej.

Jakie inspiracje popchnęły Was do tego, aby założyć zespół i grać, nie tylko dla siebie, ale i „pokazywać” Waszą muzykę szerszej publiczności ?

Mike: Założycielem nie byłem, ale jak wspomniałem wcześniej, postanowiłem spróbować drzeć się w kapeli black metalowej, bo nigdy wcześniej tego nie robiłem, he he. Gdy tworzy się muzykę, prawie zawsze chce się pokazać ją innym.

Svart: Dokładnie tak. Granie dla siebie i do tzw. szuflady włóżmy między bajki – tak się nie da. Muzyka musi się weryfikować względem innych dokonań na danym polu i opinii innych ludzi. Oczywiście, najpierw musi podobać się nam, ale to chyba trywialna prawda. Inspiracje? Gram w zespołach od prawie 10 lat i zawsze chciałem czegoś na tym polu dokonać, to marzenie życia.

Macie na swoim koncie jakieś wcześniejsze materiały, czy demo 2006 jest pierwszym „produktem” Kalot Enbolot ?

Mike: To pierwsze wydawnictwo, wcześniej nie nagrywaliśmy nic poza coverem Venom, który brzmieniowo wyszedł słabo, więc nigdzie go nie publikujemy.

Na Promo 2006 zamieszczone są tylko dwa utwory, czy macie już więcej skomponowanych utworów ?

Mike: Mamy materiał na całą płytę, te dwa kawałki pochodzą z sesji nagraniowej albumu „MCCCXLVII”, w sumie wejdzie na album sześć raczej długich kawałków, w tym jeden instrumentalny.

Svart: W tej chwili ruszamy powoli z nowymi utworami, ale niewiele na ich temat mogę teraz powiedzieć. Płyta „MCCCXLVII” ukaże się w przyszłym roku.

Powiem szczerze, sam początek „Siege Of Caffa” trochę nastawił mnie negatywnie do Was – charakterystyczna gra, typowe brzmienie, typowy wokal. Ale potem – te zmiany tempa, zmiany nastroju, użycie różnych wokali – znakomita atmosfera obydwu numerów sprawiły, że „złapałem bakcyla” i narobiliście mi wielkiego apetytu na więcej ! Po uważnym przesłuchaniu promo, widzę, że myślicie podczas komponowania, nie gracie w jednym tempie - oby szybciej, staracie się „prowadzić” słuchacza przez utwory w ten sposób, aby go nie zanudzić, urozmaicając tak „ciasny” gatunek jakim jest black metal. To duża sztuka i niewiele uznanych już grup to potrafi – gratulacje ! Jaka jest więc Wasza recepta na takie, a nie inne komponowanie ?

Mike: Ano widzisz, zaskoczenie, he he. Cała nasza trójka należy do osób, które nie lubią bezmyślnej muzyki, czy będzie to bezmyślny black metal, bezmyślny pop czy cokolwiek. W muzyce powinno się coś dziać, powinna istnieć dramaturgia. Sam lubię płyty, po których nie wiadomo czego można się spodziewać, na których są niespodzianki. Zmiany tempa i nastroju są konieczne, w końcu napierdalać dla szatana można, ale jaki jest w tym sens? Jest wiele kapel, które grają czad i robią to dobrze, a na tak hermetycznym polu, jakim jest brutalny black, ciężko stworzyć coś oryginalnego. Słucham różnej muzyki, nie tylko metalowej, więc siłą rzeczy mam we łbie różne wzorce komponowania, śpiewania.

Svart: Dzięki za takie komplementy. Cieszę się, że zostało to docenione. Recepta jest w głowie T – to on przynosi gotowe partie gitarowe. Ja i Mike dodajemy nieco własnych „przypraw” i samo to idzie. Myślę, że istotną kwestią jest rozumienie się na poziomie muzycznym i personalnym, takie dopasowanie osobowości. To kluczowa sprawa. To muzyka, jaka nam odpowiada, a że przy okazji nie jest to sztampowe i nudne, to już po prostu wychodzi samo z siebie.

Widać, że wiecie do czego służą instrumenty na których gracie – Wasze kompozycje są „zgrabnie” nagrane, widać, że ćwiczycie i to przynosi efekty. Poza tym, kolejną rzeczą, która podoba mi się na promo, to partie gitary solowej – te „płaczące” wejścia przy końcu „Siege Of Caffa” wprost powaliły mnie ! Kojarzycie o który moment mi chodzi ? Reasumując – gratuluję Wam profesjonalnego podejścia do muzyki, bowiem sami wiece, że w black metalu masa jest zespołów, które wykonują swą muzykę niechlujnie, na odwal się, licząc, ze tak będzie „kultowiej”. Jak się zapatrujecie na tą kwestię ?

Mike: Te heavy metalowe partie również mnie się podobają, bo sam lubię heavy metal. A nie spodziewałem się, że aż tak można reagować jak ty na te partie. T nie jest z nich zadowolony, wydają mu się zbyt wesołe, he he. Robienie muzyki na odpieprz nas nie interesuje, może dlatego, że średnia wieku w zespole wynosi około trzydziestu lat. No może przesadziłem, T jest trochę młodszy, natomiast ja ze Svartem jesteśmy już w wieku balzacowskim. Jako starym dziadom nie uchodzi nam już odwalanie garażowych trzech akordów i darcia papy.

Svart: W blacku nagrano już tyle, że starczy na całe dekady, he he. Garażowe brzmienia, dwa riffy na krzyż (odwrócony, he he) i wiadro siarki to nie jest jedyne oblicze tej muzyki, choć wielu zabiłoby mnie za te słowa. Te partie heavy metalowe dodają kolorytu i raczej zaskakują in plus, bo kto by się ich tam spodziewał. A te płaczliwe gitary mnie również niszczą – uwielbiam ten element w blacku. A poza tym, jak już Mike zauważył, wiek swoje robi. My dwaj późno zaczynamy karierę, ale wiele wciąż jest do powiedzenia.

Plusem Waszej muzyki jest także zróżnicowanie wokali – nie mamy tutaj do czynienia tylko i wyłącznie z „dartym” wokalem – mamy także troszkę quasi growlu. Widać, że Mike „myśli” podczas układania swych partii. To bardzo dobrze, urozmaicenie swojej muzyki ( oczywiście w rozsądnych granicach, mam nadzieję, że nie usłyszę u Was kiedyś piania power metalowego ) jest bardzo ważnym elementem rozwoju każdej kapeli i wobec tego chciałbym się spytać, czy taki zabieg będzie stosowany także i w nowych utworach. Poza tym, czy również jak w przypadku „Siege Of Caffa” i „Legions Of Pestilence” będziemy mieli do czynienia ze zwolnieniami, akustycznymi partiami i czy kiedyś zdecydujecie się na użycie klawiszy ?

Mike: Za opinię o wokalach ładnie dziękuję, jak mówiłem, lubię myśleć. Przed wejściem do studia nie robiłem żadnych prób na żywo. Chłopaki nagrali reha, dali mi płytkę i teksty, i miałem się zdecydować. Zatrybiło i zacząłem dopasowywać sobie w domu linijki tekstów do muzyki. Teksty są dość długie, więc się nakombinowałem, tak na dobre zacząłem więc drzeć japę w studiu. Ciekawe doświadczenie, akurat byłem nieco wkurwiony, więc odpowiednio mogłem się wykrzyczeć, co słychać, mam nadzieję, w tych kawałkach. W pozostałych utworach jest jeszcze kilka wokalnych niespodzianek, ściskania za jajka i śpiewania falsetem nie ma, możesz spać spokojnie, he he.

Svart: Dodam od siebie, że Mike ma obsesję na punkcie „pianych” wokali i często wyciąga takie śliczne falseciki na próbach, że aż boli głowa, ale nie nastąpi to na pewno na nowej płycie – jeśli spróbuje, dokręcimy imadło na jajach, he he.

Wolne partie gitarowe na „Legions Of Pestilence” przypominają mi atmosferę jaką kreował na swych pierwszych wydawnictwach Perunwit – co Wy na to ?

Mike: A ja jestem profanem i Perunwit nie znam.

Svart: Tobie przypominają Perunwit, komuś innemu Bathory, Burzum, a jeszcze komuś Christinę Aguilerę, he he. Nie bierz tego do siebie, ale skojarzenia to rzecz ludzka i skoro tak Ci się to widzi, to w porządku. Ponieważ Perunwit jest zespołem raczej poważanym w naszym kraju, nie przeszkadza mi takie porównanie, he he.

Jak udało się Wam ( jak na tak młodą kapelę ) rzucić się na „głęboką wodę” w sensie długości kompozycji i nie „potknąć” się na tym -  w sensie znużenie słuchacza. Czy to tylko mnogość pomysłów, czy coś jeszcze ?

Mike: To wypłynęło naturalnie, nikt sobie nie zakładał, że utwory mają trwać tyle a tyle, pewnie dlatego to naturalnie wyszło.

Svart: Ja myślę, że T to jednak od początku tak widział i często podkreślał, że taka długość mu odpowiada, bo wiele można wtedy zrobić z muzyką. Ja początkowo miałem problemy z pamięciowym opanowaniem tak rozbudowanych utworów, ale to szybko minęło. Dopóki coś się dzieje w utworze, nie ma powodu go kończyć, he he.  

Jedyne w zasadzie, do czego się przyczepiłem w recenzji, to kwestia brzmienia. Trudno oczekiwać, żeby młodziutki zespół miał powalające potęgą brzmienie, ale mnie chodzi o coś innego. Czy taka, a nie inna produkcja Waszego materiału, jest tylko i wyłącznie wynikiem skromnych możliwości, czy w grę wchodzą tutaj założenie black metalu odnośnie produkcji – że materiał ma być obskurny, ma odrzucać „pozerów” prymitywizmem i być swoistą „przeciwwagą” dla wypolerowanych płyt z gatunku heavy, czy thrash metalu ?

Mike: Sam lubię wypolerowany heavy i thrash metal, he he. Produkcja nie jest z najwyższej półki, moim zdaniem na black metalowe standardy i na debiut jest nieźle, ale oczywiście na dalszych wydawnictwach będzie lepiej.

Svart: Absolutnie nie mieliśmy takich zamiarów, ale rzeczywiście albumowi brakuje mocy. Jednakże trudno mieć absolutnie określony pomysł na brzmienie w przypadku debiutu. Wyszło jak wyszło, a w przyszłości, jak zauważył Mike, będzie tylko lepiej.

Bardzo zaciekawił mnie koncept liryczny Waszych utworów – opowieść o epidemii, która „wykosiła” znaczną część populacji Europy w XIV wieku. Wiem, że kolejne wydawnictwo ma również być poświęcone tej samej tematyce – i to jeszcze bardziej zachęca mnie do zapoznania się z kolejnymi Waszym utworami. Skąd pomysł na taką, a nie inną tematykę ? Dodatkowo, warte podkreślenia i pochwały jest to, ze dbacie ( nawet na taki etapie jakim jest promo/demo ), żeby całość przekazu była „jednorodna”. Chodzi mi tutaj o okładkę Promo, ukazującą charakterystyczny ubiór lekarzy właśnie w okresie Wielkiej Zarazy.
 

Mike: Jednorodność przekazu czy konceptualizm są ważną rzeczą, jeśli nie chce być się kolejnym rokendrolowym zespołem z Woodstock, he he. Oczywiście nie mam nic przeciwko rokendrolowi, ale nasza wizja była nieco inna. Epidemia dżumy z XIV wieku, w której jedna trzecia Europy przeniosła się na łono Abrahama to chyba wdzięczny temat w black metalu, nieprawdaż?

Svart: Pomysł podsunąłem ja, a T i Mike go zaaprobowali. Napisałem także wszystkie teksty. Nie był on dotąd zbyt nagminnie eksploatowany w muzyce jako całościowy koncept, opowieść. Istotą sprawy jest perspektywa oglądu tej epidemii, a ten w tekstach jest, rzekłbym, zaskakujący. Teksty będą we wkładce do pełnej płyty i wtedy zrozumiesz, co miałem na myśli, he he.

Poprzednie pytanie wiąże się z obecnym. Dlaczego nie satanizm w tekstach ? Wiadomo, ze jak black to szatan. Czy w przyszłości również zamierzacie ( jak setki kapel, nie tylko black metalowych ) gloryfikować rogatego ? Ponadto, ciekaw jestem jakimi jesteście ludźmi, jeżeli chodzi o kwestię religii.

Mike: Szatan, sratan. Satanizm osobiście mnie nie interesuje, nie lubię robienia z muzyki rockowej kazalnicy, to nie jest miejsce. Jeśli chodzi o moje poglądy, nie czczę zła, rogatego czy kopyciastego, do życia podchodzę afirmacyjnie, he he.

Svart: Wybacz, ale takim pytaniem sprowadzasz nas do poziomu rynsztoka. Gdybyśmy chcieli czcić zło czy Szatana, to byśmy to zrobili już na promo. A tak, dość jasno dajemy do zrozumienia, że jesteśmy ponad takie sprawy. Nie interesuje nas bycie czcicielami czegokolwiek, odcinamy się od wszelkich religii, ideologii i przesłań. To prywatna sfera i niech taką pozostanie. Podobnie z moimi poglądami religijno-duchowymi. Chętnie o tym rozmawiam, ale formuła wywiadu to nie jest dobre medium do przekazywania takich poglądów. Nie da się tego streścić w paru zdaniach.

Jak przedstawia się Wasza sytuacja, jeżeli chodzi o koncerty ?

Svart: Na dzień dzisiejszy nie mamy zamiaru grać żadnych koncertów. Wiąże się to zarówno z faktem, iż jest nas trzech i odpowiada nam taki stan rzeczy, a także z tym, że znalezienie dodatkowych muzyków byłoby nie lada problemem. Poza tym, scena black metalowa w tym kraju to szambo i nie chcemy, żeby na 50 osób które przyjdzie na nasz koncert 40 okazało się ideologicznie ukierunkowanymi, bo tak to dziś wygląda na naszej scenie. Może kiedyś zdecydujemy się na zagranie kilku sztuk, ale na dziś to dla nas zupełna futura incognita.

W połowie ( a może nawet troszkę wcześniej ) lat 90 metalową Polską wstrząsały konflikty na scenie black metalowej i powstały dwa, wrogie sobie obozy – Południowy ( skupiony wokół Graveland ) i Północny ( obóz Behemoth ). Czy pamiętacie tamte zdarzenia i jaka jest Wasza opinia na temat tego co się wtedy działo ?

Mike: Pamiętam, nie byłem w tym środowisku, ale miałem znajomych, więc jakieś opowieści dochodziły. Nie mam pełnej wiedzy, ale generalnie nie lubię wszelkiego rodzaju wojenek, szczególnie tych ideologicznych, a black metal jest niestety gatunkiem, do którego ciągnie najwięcej oszołomów.

Svart: Nie będąc ścisłym członkiem sceny tamtych lat nie potrafię odnieść się do tego kompetentnie. Moje zdanie jest takie samo jak Mike’a: to żenujące i świadczy tylko o jakości ludzi i sceny, którą tworzą. Socjologia jednak dowodzi, że w każdym silnie ideologizowanym środowisku musi dojść do takich podziałów i tak już jest. Tym nie mniej, nic mnie to nie obchodzi.

Chciałbym poznać Waszą opinię o zespołach pokroju Dimmu Borgir i Cradle Of Filth. Uważacie, że tak nie można grać i identyfikować się ze sceną black, czy może doceniacie poziom muzyczny jaki prezentują te kapele ?


Mike: Z Cradle Of Filth lubię debiut, natomiast z Dimmu Borgir najbardziej podchodzi mi „Enthrone...” – ich przełomowa płyta w drodze do gwiazd, he he. Uważam, że te spory, czym jest black metal, a czym nie jest, są jałowe i często prowadzone są przez jakichś frustratów z pryszczami na ryjach, którzy całą swoją młodość spędzają na forach internetowych. Black metal jest kolejnym gatunkiem muzyki, który rządzi się prawami estetyki, ma swoje muzyczne wyznaczniki, gadanie, że coś blackiem nie jest, bo pan wokalista nie śpiewa o szatanie i nie ma farby na pysku jest śmieszne.

Svart: Otóż to. Wyrzucanie kogoś poza nawias w efekcie jakichś wydumanych „założeń” jakiejś grupy ludzi, bo im się tak podoba to problem tych „wyrzucających”, a rzadko „wyrzucanych”. CoF czy Dimmu Borgir to zespoły, które zrobiły karierę w efekcie własnych starań i trafienia w koniunkturę. Ile w tym było samego kompromisu muzycznego, nie wiem. Ich definicja blacku nie podoba się wielu, ale jest to muzyka na wysokim poziomie i jako taka jest dobra. Natomiast ocenianie ich przez pryzmat stosowania się do rygorów gatunkowym jest stratą czasu – oni to mają gdzieś. Dla mnie są przykładem tego, jak można wyewoluować z black metalu do grania „normalnej” muzyki, he he.

Wracając do Kalot Enbolot – kiedy możemy spodziewać się nowych utworów i czy kolejnym wydawnictwem będzie następne demo, czy może będzie to już „większy” materiał ?

Mike: Jak wspomniałem, płyta jest gotowa i czeka na wydanie.

Svart: Myślę, że to kwestia maksymalnie 6 miesięcy.

Jaki jest odzew na Wasze promo wśród ludzi słuchających takich dźwięków ?

Mike: Na razie skromny, ponieważ akcja promocyjna dopiero się zaczęła, he he.

Svart: Na dzień dzisiejszy jest faktycznie skromny, ale te reakcje, które już do nas dotarły są nadzwyczaj pozytywne.

Wysyłaliście może materiał do jakiś wytwórni ? Jeżeli tak, to czy były jakieś reakcje na niego ?


Mike: Wydawca już jest, na razie tylko tyle mogę powiedzieć.

Svart: Wysłaliśmy materiał do kilku wytwórni i oddźwięk był dobry. Wydawca znalazł się szybko więc myślę, że samo to świadczy o tym, że muzyka się podobała.

Nie macie jeszcze swojej strony internetowej. Czy planujecie takową wkrótce stworzyć ? Wiadomo przecież, że bardzo pomoże to w promocji zespołu.

Mike: Może coś będziemy robić, akurat coś tam się znam na HTML, więc taka skromna strona powinna niedługo powstać.

Svart: Za kilka dni dołączymy do grona zespołów na stronie Metal Archives, więc będzie to na pewno jakaś forma promocji zespołu na szerszych wodach, a co do samej strony, nie zapadły jeszcze żadne postanowienia w tym względzie.

Co sądzicie o ogólnej kondycji black metalu na świecie i w Polsce ?


Mike: Mało słucham tego gatunku, jeśli nowy Celtic Frost to black, padam przed tym gatunkiem na kolana, he he. Ostatni Necrophobic bardzo mnie się spodobał, chociaż to nie jest typowy black metal, no i Niemcy z Dark Fortress nieźle grają. Poza tym wolę klasyczne gatunki metalu, jak thrash metal, power, heavy, czy doom.

Svart: Uważam, że jest to gatunek najprężniej rozwijający się obecnie spośród wszystkich gatunków metalu. Mam na myśli to, że jest bardzo płodny, a do tego eksperymentuje z wieloma dziedzinami muzyki na wielką skalę. Spójrz na dokonania Deathspell Omega, Negura Bunget czy Spektr. Światowy black ma się znakomicie, a polski chyba równie dobrze. Dopóki będą ukazywać się takie dzieła jak ostatnie Kriegsmachine, Taran, Thunderbolt czy znakomite Evilfeast, nie ma się o co martwić.

Chciałem jeszcze raz pogratulować Wam bardzo udanego promo i powiedzieć, że liczę na więcej !!! To wszystko co dziś dla Was przygotowałem i mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli dłużej „pogawędzić” przy okazji kolejnego wydawnictwa ( chciałbym, żeby to była „duża” płyta ). Ze strony Gondolin macie pełne wsparcie i poparcie ! Zawsze chętnie będę publikował wszystko co dotyczy Kalot Enbolot bo uważam, że macie duży potencjał, którego nie możecie zmarnować ! Pozdrawiam !!!

Svart: Dziękujemy za te słowa wsparcia i bądź pewien, że o nich nie zapomnimy. Wkrótce wyjdzie nasza pełna płyta, a za czas jakiś następna, więc będziesz miał mnóstwo nowych okazji do porozmawiania o muzyce Kalot Enbolot. Dzięki and stay metal!!!
 
 
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

g poleca


PANZER'FAUST
Alles
(2008)

logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Konto? Zarejestruj się!

online

Odwiedza nas 2 gości

imprezy

METALNIGHT PARTY
09.01.2010


ALCOHOLICA
30.01.2010


WILD KNIGHT, LONEWOLF, CRYSTAL VIPER
30.01.2010



CORRUPTION, CARNAL
09-20.03.2010
Valid XHTML & CSS - Design by ah-68 - Copyright © 2009 by GONDOLIN.PL - Strona Fanów Rocka i Metalu